
Wykonawca trzyma Twoją stronę jako zakładnika? Oto co musisz zrobić
Masz dość proszenia się o własne hasła, a "pan informatyk" przestał odbierać telefony lub wystawił fakturę z kosmosu za "wydanie kodów"? Problem polega na tym, że prawdopodobnie popełniłeś błąd na etapie zakupu i to nie Ty figurujesz w rejestrach jako właściciel, mimo że za wszystko zapłaciłeś. Nie panikuj – dopóki Twoja firma istnieje, a Ty masz dostęp do maila lub dokumentów rejestrowych, masz realną szansę na odzyskanie wszystkiego bez udziału nieuczciwego pośrednika. Ten tekst pokaże Ci, jak ominąć mur, który postawił przed Tobą wykonawca, i odzyskać kontrolę nad własnym biznesem w sieci. Sytuacja, w której agencja lub freelancer odmawia dostępu do zasobów cyfrowych, jest niestety codziennością w polskim e-commerce. Często wynika to z chęci "przywiązania" klienta na siłę lub z czystej złośliwości po zakończeniu współpracy. Pamiętaj jednak, że prawo stoi po Twojej stronie – strona internetowa i domena to aktywa Twojej firmy, tak samo jak samochód służbowy czy maszyny produkcyjne.
Zacznij od fundamentu: Kto NAPRAWDĘ jest właścicielem domeny?
Większość przedsiębiorców myśli, że skoro płacą fakturę za przedłużenie domeny, to są jej właścicielami. W świecie IT to tak nie działa. Musisz sprawdzić, kto widnieje w bazie WHOIS. To publiczny rejestr, który mówi światu, do kogo należy dany adres. Jeśli Twoja domena ma końcówkę .pl, wejdź na stronę NASK i sprawdź dane abonenta. Warto zaznaczyć, że w przypadku osób fizycznych dane te mogą być ukryte ze względu na RODO, ale dla firm są one zazwyczaj jawne. Jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, sprawdź, czy w polu "Abonent" widnieje Twoje imię, nazwisko oraz NIP.
Scenariusz A: W danych abonenta widzisz swoją firmę. Jesteś w domu. Nawet jeśli agencja nie chce dać Ci haseł, możesz zgłosić się bezpośrednio do rejestratora (firmy typu Home.pl, Nazwa.pl, OVH), u którego domena jest fizycznie zaparkowana. Skąd wiedzieć, kto nim jest? W raporcie WHOIS znajdziesz pole "Rejestrator". Procedura przejęcia kontroli w takim przypadku polega na przejściu weryfikacji tożsamości. Większość dużych rejestratorów ma specjalne procedury dla klientów, którzy utracili kontakt z partnerem (pośrednikiem). Będziesz musiał wypełnić specjalny formularz i przesłać go wraz z dokumentami firmowymi. Po pozytywnej weryfikacji, rejestrator "odpiął" domenę od panelu agencji i przeniesie ją do Twojego nowo założonego konta.
Scenariusz B: W danych abonenta widnieje firma wykonawcy lub nazwisko freelancera. To sytuacja krytyczna, ale nie beznadziejna. Formalnie to oni są właścicielami "prawa do używania nazwy". W takim przypadku drogą na skróty jest wezwanie do cesji domeny. Cesja to dokument, w którym obecny abonent zrzeka się praw na Twoją rzecz. Jeśli wykonawca milczy, jedyną drogą jest udowodnienie, że nazwa domeny narusza Twoje prawa do znaku towarowego lub nazwę firmy, co zazwyczaj kończy się u arbitra w sądzie polubownym ds. domen internetowych. Warto też przejrzeć korespondencję mailową – jeśli masz potwierdzenie, że zlecałeś zakup domeny w Twoim imieniu, a agencja samowolnie zarejestrowała ją na siebie, masz mocny dowód w ewentualnym procesie o przywłaszczenie mienia.
Jak wydostać kod AuthInfo, gdy agencja ignoruje maile?
Kod AuthInfo (czasem zwany EPP) to klucz do sejfu. Pozwala on przenieść domenę do dowolnego innego operatora bez zgody obecnego opiekuna technicznego. Nieuczciwi wykonawcy często kłamią, że "generowanie kodu trwa 14 dni" albo że "system jest zablokowany". To bzdury. Kod generuje się jednym kliknięciem w panelu zarządzania. Transfer domeny za pomocą tego kodu jest natychmiastowy po jego zatwierdzeniu w nowym systemie. Blokowanie wydania tego kodu jest naruszeniem regulaminu NASK (w przypadku domen .pl) oraz większości rejestratorów globalnych.
Jeśli jesteś abonentem w bazie WHOIS, a agencja (która jest tylko pośrednikiem) odmawia wydania kodu, uderzaj bezpośrednio do Głównego Rejestratora. Musisz przygotować wniosek o wydanie kodu AuthInfo. Większość dużych rejestratorów ma na to gotowe formularze PDF. Będziesz musiał dołączyć skan dowodu osobistego (jeśli jesteś osobą fizyczną) lub odpis z KRS/CEIDG. Koszt? Zazwyczaj zero złotych, czasem opłata manipulacyjna rzędu 50-100 zł, jeśli musisz wysłać dokumenty papierowe pocztą tradycyjną. Pamiętaj, aby w piśmie wyraźnie zaznaczyć, że kontakt z dotychczasowym partnerem technicznym jest niemożliwy lub partner ten utrudnia dostęp do usługi.
Uważaj na pułapkę: niektórzy rejestratorzy wymagają, aby wniosek był przesłany z adresu e-mail, który widnieje w ich systemie. Jeśli agencja przy rejestracji podała swój e-mail, musisz przejść procedurę aktualizacji danych u dostawcy. To wymaga udowodnienia tożsamości firmy, ale jest standardową procedurą przy odzyskiwaniu kont. Proces ten nazywany jest często "zmianą adresu e-mail do autoryzacji" i wymaga przesłania wniosku podpisanego kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub tradycyjnie, z notarialnym potwierdzeniem podpisu, co dla rejestratora jest ostatecznym dowodem, że rozmawia z właściwą osobą.
Strategia walki o kod źródłowy i bazy danych
Sama domena to tylko adres. Prawdziwa wartość to pliki strony, zdjęcia produktów, opisy oraz baza danych klientów i zamówień. Jeśli Twoja strona to rozbudowany sklep internetowy, jej utrata może oznaczać tygodnie pracy nad odtwarzaniem katalogu. Wykonawcy często stosują taktykę "zatrzymania wydania plików" do czasu opłacenia faktur, które nie wynikają z pierwotnej umowy (np. za nagłe "prace konserwacyjne").
Z punktu widzenia prawa autorskiego, jeśli w umowie masz zapis o przeniesieniu autorskich praw majątkowych po opłaceniu faktury za wykonanie dzieła, to pliki należą do Ciebie. Jeśli zapłaciłeś za stworzenie strony, wykonawca nie ma prawa ich przetrzymywać. Warto wysłać przedsądowe wezwanie do wydania kopii zapasowej. Takie pismo, najlepiej przygotowane przez prawnika, często działa otrzeźwiająco. Musi ono zawierać termin (np. 3 dni robocze) oraz informację o naliczaniu strat za każdy dzień przestoju biznesu spowodowany brakiem dostępu do narzędzi pracy.
W międzyczasie, zanim konflikt eskaluje, spróbuj samodzielnie "wyjąć" to, co się da. Jeśli masz dostęp do narzędzi takich jak Google Search Console, możesz sprawdzić, jakie podstrony są zaindeksowane. Istnieją też narzędzia typu "Site Sucker", które potrafią pobrać całą warstwę wizualną strony (HTML/CSS/JS) bez dostępu do serwera. Nie odzyskasz w ten sposób bazy danych czy skryptów PHP, ale będziesz miał wizualny wzorzec, na podstawie którego inny programista znacznie szybciej odtworzy witrynę. To plan awaryjny, który pozwala zachować ciągłość wizerunkową w sieci nawet w przypadku całkowitego odcięcia od serwera.
Hosting to inna para kaloszy – jak odzyskać pliki strony?
O ile domenę łatwo "odbić" papierologią, o tyle z hostingiem (serwerem, na którym leżą pliki i poczta) jest trudniej. Serwer to usługa wynajmowana. Jeśli faktura u dostawcy hostingu jest wystawiona na agencję, dostawca nie ma prawa dać Ci dostępu do plików, bo wiąże go umowa z agencją, a nie z Tobą. Nawet jeśli to Twoja strona. Sytuacja ta wynika z przepisów o ochronie danych osobowych i tajemnicy handlowej. Dostawca hostingu nie może rozstrzygać sporów między agencją a jej klientem.
Co robić w takiej sytuacji? Najpierw sprawdź, czy masz dostęp do panelu administracyjnego CMS (np. WordPressa). Jeśli możesz się zalogować jako administrator, nie potrzebujesz haseł do hostingu, żeby uciec. Możesz zainstalować wtyczkę do migracji (np. All-in-One WP Migration lub Duplicator) i pobrać całą kopię strony na swój dysk. Mając taką paczkę, kupujesz nowy hosting na własne dane i odtwarzasz stronę w 15 minut. To najbezpieczniejsza i najszybsza metoda "eksmitowania się" od nieuczciwego wykonawcy.
Jeśli nie masz dostępu do panelu strony, a wykonawca odciął wszystko, sytuacja robi się gęsta. Sprawdź, czy masz dostęp do skrzynki e-mail, która była powiązana z kontem u dostawcy hostingu. Czasem agencje zakładają konta na maile klientów, a potem tylko zmieniają hasło. Funkcja "przypomnij hasło" u dostawcy hostingu to Twój najlepszy przyjaciel. Jeśli to zawiedzie, pozostaje droga prawna: wezwanie przedsądowe do wydania mienia (kodu źródłowego i bazy danych), za które zapłaciłeś. Pamiętaj też o aspekcie RODO. Jeśli na serwerze są dane osobowe Twoich klientów, a Ty jesteś ich Administratorem (ADO), masz prawo żądać od podmiotu przetwarzającego (agencji) wydania lub usunięcia tych danych. Brak współpracy w tym zakresie naraża agencję na ogromne kary finansowe ze strony UODO, co jest potężnym argumentem negocjacyjnym.
Audyt bezpieczeństwa po przejęciu strony
Odzyskanie haseł to dopiero połowa sukcesu. Jeśli rozstanie z wykonawcą odbyło się w złej atmosferze, musisz liczyć się z ryzykiem odwetu technicznego. Nieuczciwi programiści często zostawiają w kodzie tzw. backdoory (tylne furtki). Są to małe fragmenty kodu, które pozwalają im na ponowne zalogowanie się do serwisu nawet po zmianie głównych haseł, a czasem nawet na zdalne usunięcie całej zawartości strony.
Pierwszą rzeczą po odzyskaniu plików powinno być przejrzenie listy użytkowników z uprawnieniami administratora. Usuń wszystkie konta, których nie znasz lub które należą do byłego wykonawcy. Następnie zmień hasła do bazy danych w pliku konfiguracyjnym (np. wp-config.php w WordPressie) oraz klucze soli (Security Keys). To wyloguje wszystkich aktualnie zalogowanych użytkowników i unieważni ich sesje.
Kolejnym krokiem jest sprawdzenie plików pod kątem podejrzanego kodu. Szukaj funkcji takich jak eval(), base64_decode() czy shell_exec() umieszczonych w plikach, które nie powinny ich zawierać (np. w plikach graficznych lub motywach). Jeśli nie jesteś programistą, zleć to nowemu wykonawcy. Profesjonalna firma, taka jak Webiso Kraków, przeprowadzi pełny audyt bezpieczeństwa i upewni się, że stara agencja nie ma już żadnej możliwości ingerencji w Twoją witrynę. Nie zapomnij o zmianie haseł do wszystkich powiązanych usług: konta Google Analytics, profilu firmy w Google (dawniej Moja Firma), haseł do bramki płatności oraz kont w mediach społecznościowych, jeśli wykonawca miał do nich dostęp.
Czerwone flagi, czyli jak agencje "przywiązują" klientów
Doświadczony praktyk pozna nieuczciwego wykonawcę po kilku detalach, na które laik nie zwróci uwagi. Jeśli widzisz te symptomy, zacznij robić kopie zapasowe, zanim będzie za późno. Nieuczciwe praktyki często są maskowane jako "troska o klienta" lub "uproszczenie procesów", podczas gdy ich jedynym celem jest monopolizacja dostępu do Twoich zasobów.
- Własny system CMS: Agencja twierdzi, że ich autorski system jest lepszy, szybszy i bezpieczniejszy niż WordPress czy PrestaShop. W rzeczywistości budują złote klatki. Gdy będziesz chciał odejść, nikt inny nie obsłuży tego kodu, bo nie zna dokumentacji (o ile ona w ogóle istnieje). Przeniesienie takiej strony do innej firmy zazwyczaj oznacza konieczność budowy serwisu od zera.
- Brak faktur bezpośrednich: Agencja upiera się, że to oni muszą opłacać domenę i hosting, "żebyś Ty nie musiał o tym pamiętać". To najprostsza droga do utraty kontroli. Płacisz agencji 500 zł za coś, co u operatora kosztuje 100 zł, a w zamian tracisz status abonenta.
- Ukrywanie nazwy rejestratora: Nie chcą powiedzieć, gdzie fizycznie znajduje się serwer. Twierdzą, że mają "własną serwerownię", co w 99% przypadków oznacza, że wynajmują tani serwer dedykowany i odsprzedają Ci miejsce na nim z marżą 1000%.
- Blokada dostępu FTP/SSH: Twierdzą, że to ze względów bezpieczeństwa lub że "klient mógłby coś zepsuć". W praktyce uniemożliwiają Ci skopiowanie strony bez ich wiedzy i zgody. Prawdziwy profesjonalista daje dostęp, ale ostrzega o ryzyku i ewentualnych kosztach naprawy po błędach klienta.
- Rejestracja usług na pracownika: To szczyt skrajnej nieodpowiedzialności lub celowe działanie. Usługi są rejestrowane na prywatny e-mail pracownika agencji. Gdy ten odchodzi z pracy, kontakt z Twoją domeną urywa się bezpowrotnie.
Pamiętaj, że profesjonalna firma zawsze dba o to, by klient był właścicielem swoich zasobów. Transparentność w kwestii własności to fundament zdrowej relacji biznesowej. Jeśli Twój obecny wykonawca robi problemy przy prośbie o dostęp techniczny, to znak, że czas szukać nowego partnera, zanim sytuacja stanie się krytyczna.
Ile kosztuje odzyskanie kontroli (widełki cenowe)
Koszty zależą od tego, jak bardzo "nabroił" wykonawca i jak bardzo Ty pilnowałeś formalności. Oto realne scenariusze finansowe, z którymi mierzą się polscy przedsiębiorcy:
- Scenariusz optymistyczny (0 - 200 zł): Domena jest na Ciebie, masz dostęp do maila. Koszt to tylko Twoje poświęcone 2-3 godziny na pisanie wniosków i ewentualnie opłata za transfer domeny u nowego operatora (często darmowy, płacisz tylko za przedłużenie o rok). To sytuacja, w której agencja po prostu "zapomniała" wysłać haseł, ale nie stawia czynnego oporu.
- Scenariusz średni (500 - 1500 zł): Musisz wynająć informatyka, który zrobi "zrzut" strony z WordPressa, przeniesie ją na nowy serwer, wyczyści z ewentualnych backdoorów i skonfiguruje pocztę od nowa. W tym scenariuszu agencja blokuje dostęp do hostingu, ale masz jeszcze dostęp do kokpitu strony. Cena obejmuje też konfigurację certyfikatów SSL oraz ustawienie nowych skrzyń mailowych, aby korespondencja nie przepadała.
- Scenariusz prawny (2000 zł +): Jeśli domena nie jest na Ciebie i wykonawca żąda okupu. Tutaj wchodzi prawnik, wezwania przedsądowe, a w ostateczności proces o wydanie domeny. To trwa miesiącami i kosztuje sporo nerwów. Często sama analiza prawna umowy i sformułowanie pism procesowych to koszt rzędu 1500-3000 zł netto.
- Scenariusz "Odtworzeniowy" (od 3000 zł w górę): Gdy strona została bezpowrotnie usunięta, a Ty nie masz kopii zapasowej. Wtedy płacisz za zbudowanie nowej strony na bazie tego, co zostało w pamięci Google lub archiwach typu Wayback Machine. To najdroższa opcja, bo de facto kupujesz nową usługę tworzenia strony.
Co zrobić, gdy strona nagle zniknęła z sieci?
To najczęstsza metoda nacisku: "Nie zapłaciłeś spornej faktury, więc wyłączamy stronę". Czy mają do tego prawo? Jeśli w umowie nie ma zapisu o prawie do wstrzymania świadczenia usług w przypadku zaległości płatniczych, jest to działanie na granicy prawa, a często zwykły szantaż. Nawet jeśli zalegasz z płatnością, wykonawca nie ma prawa niszczyć Twojego mienia, a za takie uważa się stronę przynoszącą dochód.
Pierwszy krok: sprawdź Wayback Machine (Internet Archive). Może się okazać, że potrzebujesz tylko treści ze strony, żeby postawić ją od nowa, a archiwum ma zapisaną wersję sprzed tygodnia. To kopalnia wiedzy – możesz tam znaleźć opisy produktów, wpisy na blogu i strukturę menu, której nie chcesz tworzyć od zera.
Drugi krok: sprawdź nagłówki maili, które dostawałeś od agencji. Często w stopkach lub w powiadomieniach o założeniu konta (jeśli masz do nich dostęp w archiwum maila) są dane techniczne, o których agencja zapomniała. Znalezienie adresu IP serwera pozwoli Ci ustalić, w jakiej serwerowni fizycznie leżą Twoje dane (np. w OVH, Hetzner czy DigitalOcean). Możesz wtedy uderzyć do działu nadużyć (Abuse) danego hostingu, zgłaszając, że wykonawca nielegalnie przetrzymuje Twoje dane osobowe. RODO to potężna broń – jako administrator danych masz prawo żądać zaprzestania ich przetwarzania przez podmiot, który utracił do tego podstawę prawną (np. wygasła umowa lub wypowiedziałeś ją z winy wykonawcy).
Jak rozmawiać z nowym wykonawcą, by uniknąć powtórki?
Jeśli właśnie szukasz nowej firmy, która uratuje Twoją stronę, bądź asertywny. Profesjonalna agencja nie obrazi się na pytania o kwestie własności – wręcz przeciwnie, doceni Twoją świadomość. Od razu na wstępie ustal, że wszelkie konta hostingowe i domeny mają być założone na Twoje dane firmowe. Jeśli nowa agencja proponuje "wszystko u nas na serwerze pod klucz", zapytaj o procedurę wyjścia (tzw. exit plan).
Dobrym pomysłem jest spisanie krótkiego protokołu zdawczo-odbiorczego, w którym wymienione zostaną wszystkie dostępy: do serwera FTP, do bazy danych, do panelu domeny, do CMS, do Google Analytics, do Search Console oraz do tagów śledzących social media. Każdy z tych elementów powinien być sprawdzony pod kątem uprawnień – Ty powinieneś mieć uprawnienia Właściciela (Owner), a agencja jedynie Edytora lub Administratora, którego możesz w każdej chwili usunąć.
Warto też zapytać o technologię. Wybieraj rozwiązania open-source (WordPress, PrestaShop, Magento, Joomla), które mają ogromną społeczność programistów. Dzięki temu, jeśli z jakiegoś powodu będziesz musiał zmienić wykonawcę po raz kolejny, znajdziesz tysiące innych firm, które "pociągną" projekt dalej bez konieczności pisania go od nowa. Unikaj autorskich systemów agencji, które są "najlepsze na świecie", bo to właśnie one są najczęstszą przyczyną problemów z "zakładnikami" w przyszłości.
Zasada ograniczonego zaufania: jak się zabezpieczyć na przyszłość?
Gdy już odzyskasz dostęp, nie daj się nabrać drugi raz. Stosuj te twarde zasady, które stosują starzy wyjadacze w branży. Cyfrowe bezpieczeństwo Twojej firmy to proces, a nie jednorazowe działanie. Traktuj dostęp do strony tak samo poważnie, jak dostęp do konta bankowego.
Domena MUSI być zarejestrowana na Twój NIP i Twój główny adres e-mail. Nigdy nie pozwalaj agencji na bycie abonentem. Możesz dać im uprawnienia "kontaktu technicznego" w panelu u rejestratora, co pozwoli im na konfigurację rekordów DNS, ale nie pozwoli na transfer domeny bez Twojej wiedzy. Hosting kupuj sam. Załóż konto w renomowanej firmie hostingowej, podepnij swoją kartę i daj agencji osobne konto dostępowe (tzw. sub-konto) z ograniczonymi uprawnieniami. Jeśli zaczną gwiazdorzyć lub współpraca przestanie się układać, jednym kliknięciem odbierasz im uprawnienia, a pliki i poczta zostają bezpieczne na Twoim koncie.
Zawsze miej własny backup zewnętrzny. Nie polegaj wyłącznie na kopiach zapasowych, które robi firma hostingowa lub agencja na tym samym serwerze. Jeśli serwer padnie lub agencja zablokuje do niego dostęp, kopia zapasowa tam leżąca jest bezużyteczna. Zainstaluj proste, automatyczne narzędzie (np. wtyczkę UpdraftPlus), które raz w tygodniu wyśle paczkę z Twoją stroną na Twojego prywatnego Google Drive'a, Dropboxa lub na inny serwer. Wtedy, nawet jeśli cała agencja spłonie, zniknie z powierzchni ziemi lub postanowi Cię szantażować, postawienie strony u konkurencji zajmie Ci godzinę. To najtańsza i najskuteczniejsza polisa ubezpieczeniowa dla Twojego biznesu online.
FAQ – najczęstsze pytania w sytuacjach podbramkowych
Czy mogę odzyskać domenę, jeśli nie mam umowy z agencją?
Tak, ale jest to znacznie trudniejsze i wymaga więcej determinacji. Musisz udowodnić fakt płacenia za domenę (np. poprzez wyciągi bankowe, potwierdzenia przelewów z konkretnym tytułem) oraz to, że nazwa domeny jest ściśle powiązana z Twoją marką lub nazwą firmy. Rejestratorzy nie są sędziami i boją się odpowiedzialności cywilnej, więc bez Twoich danych w WHOIS będą początkowo odsyłać Cię do sądu. Jednak przedstawienie twardych dowodów na to, że agencja działała jedynie jako Twój pełnomocnik zakupowy, często pozwala na wszczęcie procedury reklamacyjnej u głównego rejestratora.
Agencja twierdzi, że kody AuthInfo wygasły. Czy to możliwe?
Tak, kody AuthInfo zazwyczaj mają termin ważności (zależnie od rejestratora jest to od 14 do 30 dni). Jeśli wykonawca podał Ci kod, który nie działa, musisz poprosić o nowy. Ważne: generowanie nowego kodu odbywa się w systemie natychmiastowo. Jeśli agencja twierdzi, że "musi czekać na zatwierdzenie przez system centralny", po prostu kłamie, by zyskać na czasie. W takim momencie powinieneś już wiedzieć, że grają nieczysto.
Czy mogę przenieść hosting bez haseł do starego serwera?
Jest to możliwe tylko w jednym scenariuszu: jeśli masz dostęp do panelu administracyjnego strony (np. kokpitu WordPressa) i możesz z niego zainstalować narzędzia do eksportu. Narzędzia te "pakują" pliki i bazę danych od środka i pozwalają je pobrać przez przeglądarkę. Jeśli nie masz haseł ani do hostingu (FTP/cPanel), ani do zaplecza strony, a strona nie jest zaindeksowana w archiwach – fizycznie nie masz co kopiować. Wtedy pozostaje droga prawna o wydanie danych lub, w ostateczności, odtworzenie strony z pamięci podręcznej przeglądarek.
Co zrobić, jeśli agencja żąda opłaty za wydanie haseł?
Sprawdź dokładnie swoją umowę. Jeśli nie ma w niej wyraźnego zapisu o "opłacie za przekazanie dokumentacji technicznej" lub "opłacie za zamknięcie projektu", takie żądanie jest całkowicie bezprawne i nosi znamiona wymuszenia. Wystosuj oficjalne pismo (list polecony z potwierdzeniem odbioru) z żądaniem wydania dostępów pod rygorem skierowania sprawy na drogę cywilną, zgłoszenia do UOKiK praktyk ograniczających konkurencję oraz powiadomienia organów ścigania o przywłaszczeniu zasobów cyfrowych firmy.
Czego nigdy nie robić podczas konfliktu z wykonawcą?
Najgorsze, co możesz zrobić, to przestać płacić za hosting i domenę w nadziei, że "to ich nauczy rozumu" lub że "skoro nie dają haseł, to nie dostaną pieniędzy". To pułapka. Jeśli domena wygaśnie z powodu braku opłaty, przechodzi w okres kwarantanny, a potem wraca do puli wolnych domen. Może wtedy zostać przechwycona przez boty handlarzy domenami w kilka sekund. Odzyskanie jej od takiego "pirata" będzie kosztować tysiące euro, a nie setki złotych. Zawsze opłacaj domenę, nawet jeśli jest zarejestrowana na agencję – to daje Ci czas na walkę prawną.
Nie zmieniaj też gwałtownie haseł, do których masz jeszcze dostęp, dopóki nie masz PEŁNEJ i SPRAWDZONEJ kopii zapasowej na swoim dysku. Złośliwy programista, widząc powiadomienie o zmianie hasła do bazy danych, może w odwecie usunąć pliki z serwera, zanim zdążysz je skopiować. Działaj metodą małych kroków: najpierw cichy backup wszystkich danych, potem przejęcie kontroli nad domeną u rejestratora, a na samym końcu – gdy Twoja firma jest już bezpieczna na nowym serwerze – zmiana haseł i oficjalne wypowiedzenie umowy.
W relacjach z IT pamiętaj o złotej zasadzie: zaufanie jest dobre, ale pełna własność prawna i dostęp do konta root (najwyższego poziomu) jest lepszy. Twoja strona internetowa to Twój sklep, biuro i główny kanał pozyskiwania klientów. Nigdy nie oddawaj kluczy do nich komuś, kogo nie możesz w każdej chwili zwolnić bez ryzyka utraty całego dorobku cyfrowego firmy.